Korona Ziemi

Kto z nas nie lubi marzyć. Fantazjujemy, marzymy, planujemy. Ja swoje marzenia zamieniłem w cel. 10 lat temu jako nikomu nie znany chłopak z Sanoka, bez ogromnego doświadczenia, koneksji i znajomości alpinistycznego światka postawiłem sobie cel – zdobycie Korony Ziemi.

Zaczęło się od Elbrusa, to miała być przygoda, chęć sprawdzenia się, męski wyjazd, odskocznia od codzienności. Dość niespodziewanie ta góra, ten wyjazd zmienił wszystko, dowiedziałem się o Koronie Ziemi. Czytałem o kolejnych szczytach. Wtedy wydawało mi się to abstrakcja, w czystej postaci. Ja zwykły chłopak z Sanoka, chodzący do pracy, mąż i ojciec miałbym kiedyś stanąć na dachu świata. Nie miałem sprzętu, umiejętności, pieniędzy.

Dokładnie 9 lat później w maju 2018 roku stanąłem na szczycie ME i spojrzałem na świat dookoła. Wtedy zrozumiałem ogrom drogi i pracy która przebyłem, ciężar poświęceń, ale też cenę realizacji marzeń. Na szczycie spędziłem godzinę, bardzo ważną godzinę w moim życiu. Nie da się opisać myśli, które w takich chwilach przetaczają się przez głowę, twarze, wspomnienia, plany, ale również ogromne pragnienie życia i poczucie przeżywania go w pełni. Bezcenność tego doświadczenia to prawdziwa nauczka na przyszłość. Gdyby ktoś 10 lat temu powiedział mi, że stanę na najwyższej górze świata to najprawdopodobniej popukałbym się w głowę. To serce Himalajów zdawało się tak odległe, takie nie moje, kompletnie niepasujące do mojego życia. A jednak mi się udało. Byłem tam, dzięki swojej determinacji, decyzjom, poświęceniu – dokonałem tego. Pokonując przeciwności, wątpliwości i strach. Potężna dawka życiowych mądrości. Życiowej pokory, doświadczenia i ogromu niematerialnych bezcennych rzeczy. Rzeczy po które miałem odwagę sięgnąć. Spełniamy te marzenia które mamy odwagę chwycić to ostatnie zdanie z mojej książki opowiadającej o mojej podróży do Kirgistanu.

Zdobycie Piku Lenina przerywnika pomiędzy szczytami Korony Ziemi, kolejnej ogromnej lekcji ważnej sztuki w górach, sztuki rezygnacji i ryzyka. Przysłowiowego pstryczka w nos pomiędzy kolejnymi sukcesami i sięganiem po kolejne szczyty: Mont Blanca, Denali, Aconcagua, Elbrus… Gór, które ukształtowały mój styl życia. Pasji, która jak w wielu przypadkach stała się stylem życia. Stylem i czynnikiem wyborów i życiowych decyzji. Jerzy Kukuczka Koronę Himalajow porównał do paciorków różańca. Mojej Koronie brakuje ostatniego paciorka. Masyw Vinsona na Antarktydzie. Najdroższy w całej kolekcji. Najbardziej odległy. Najzimniejszy. Będący na wyciągnięcie ręki.

Sponsoring

Patronat medialny

Patronat honorowy